top of page

Masz problem z kontrahentem w Turcji? Polski prawnik może nie wystarczyć

Polski przedsiębiorca ma problem z tureckim kontrahentem. Nie dostał towaru. Towar jest wadliwy. Płatność nie została zwrócona. Dłużnik jest w Turcji. Firma działa w Turcji. Majątek znajduje się w Turcji. Dokumenty są po turecku. Sprawa będzie się finalnie toczyć według prawa tureckiego.


I co robi bardzo wielu polskich przedsiębiorców?


Zaczyna działać w Polsce.


Pisze do polskiego prawnika. Wysyła przedsądowe wezwanie do zapłaty sporządzone według polskich standardów. Czeka. Potem wysyła kolejne pismo. Potem zastanawia się nad pozwem w Polsce. Potem okazuje się, że dłużnik jest w Turcji, majątek jest w Turcji, egzekucja i tak będzie musiała być prowadzona w Turcji, a kilka miesięcy zostało straconych.


To jest jeden z najczęstszych i najdroższych błędów w sprawach polsko-tureckich.


Problem prawny w Turcji nie rozwiązuje się polską procedurą. Nie wystarczy wysłać pisma z Polski. Nie wystarczy powołać się na polskie przepisy. Nie wystarczy, że polski pełnomocnik „ma kontakt” z kancelarią w Turcji.


Jeżeli problem powstał w Turcji, dłużnik jest w Turcji, majątek jest w Turcji albo sprawa finalnie będzie wymagała działania przed tureckimi organami, to strategia musi być od początku prowadzona według realiów tureckiego systemu prawnego.


Poniżej opisuję pięć największych błędów, które widzę u polskich przedsiębiorców w sprawach prowadzonych przeciwko tureckim kontrahentom.


1. Wysyłanie pism przedprocesowych z Polski, które nie wywołują realnego skutku w Turcji

To jeden z najczęstszych błędów.


Polski przedsiębiorca zleca polskiemu prawnikowi przygotowanie wezwania do zapłaty albo pisma przedsądowego. Pismo jest często bardzo dobrze napisane z punktu widzenia polskiego prawa. Zawiera opis roszczenia, podstawy prawne, wyliczenia, ostrzeżenie przed pozwem, informację o możliwych dalszych krokach.


Problem polega na tym, że taka korespondencja bardzo często nie wywołuje w Turcji takich skutków, jakich oczekuje klient.


Samo wysłanie pisma z Polski nie oznacza jeszcze, że w Turcji zaczynają biec konkretne terminy procesowe. Nie oznacza, że turecki dłużnik realnie odczuje presję proceduralną. Nie oznacza, że zostały podjęte skuteczne działania zabezpieczające. Nie oznacza, że sprawa została ustawiona pod tureckie postępowanie sądowe, mediacyjne albo egzekucyjne.


Co gorsza, takie pismo bardzo często zdradza strategię.


Dłużnik dowiaduje się, czego klient będzie dochodził, jakimi dokumentami dysponuje, jakie kwoty wskazuje, jakie zarzuty zamierza podnieść i jakie działania zapowiada. W praktyce druga strona otrzymuje czas, żeby przygotować odpowiedź, uporządkować dokumenty, przenieść majątek, zmienić narrację albo po prostu przeczekać.


Zamiast presji prawnej pojawia się sygnał ostrzegawczy dla dłużnika.


W sprawach tureckich pismo przedsądowe powinno być elementem szerszej strategii, a nie automatyczną kalką z polskiej praktyki. Czasami wezwanie ma sens. Czasami lepsze jest natychmiastowe działanie przed właściwymi organami. Czasami trzeba najpierw sprawdzić majątek, status firmy, adresy, powiązania, dokumenty i możliwość zabezpieczenia roszczenia.

Największy błąd polega na tym, że przedsiębiorca robi pierwszy krok w Polsce, a dopiero po czasie pyta, czy ten krok w ogóle miał znaczenie w Turcji.


2. Rozpoczynanie sprawy w Polsce, kiedy dłużnik i majątek są w Turcji

Drugi błąd to rozpoczynanie działań w Polsce tylko dlatego, że klient jest z Polski.


Oczywiście są sytuacje, w których postępowanie w Polsce może mieć uzasadnienie. Jednak w wielu sprawach gospodarczych przeciwko tureckim kontrahentom trzeba zadać sobie jedno podstawowe pytanie:


Gdzie realnie będzie można odzyskać pieniądze?


Jeżeli dłużnik jest w Turcji, firma jest zarejestrowana w Turcji, rachunki bankowe są w Turcji, majątek jest w Turcji, a egzekucja finalnie ma być prowadzona w Turcji, to rozpoczynanie całej strategii wyłącznie w Polsce może być stratą czasu i pieniędzy.


Klient może uzyskać dokument, orzeczenie albo rozstrzygnięcie, które potem i tak będzie wymagało dalszych czynności w Turcji. A to oznacza kolejne postępowanie, kolejne koszty, kolejne tłumaczenia, kolejne pełnomocnictwa i kolejne miesiące.


W praktyce najważniejsze nie jest to, gdzie klientowi jest wygodniej rozpocząć sprawę. Najważniejsze jest to, gdzie można skutecznie wywrzeć presję na dłużnika i gdzie można realnie prowadzić egzekucję.


W sprawach transgranicznych błędne ustawienie jurysdykcji na samym początku może przesądzić o całym wyniku sprawy. Nawet najlepsze pismo procesowe nie pomoże, jeżeli zostało złożone w miejscu, które nie daje klientowi realnej przewagi.


Dlatego w sprawach z tureckim kontrahentem nie powinno się zaczynać od pytania: „Co możemy zrobić w Polsce?”.


Powinno się zacząć od pytania: „Gdzie znajduje się dłużnik, gdzie znajduje się majątek i gdzie działanie będzie najszybsze oraz najskuteczniejsze?”.


3. Działanie przez polskiego adwokata, który „ma kontakt” z kancelarią w Turcji

Trzeci błąd jest bardziej subtelny, bo na pierwszy rzut oka wygląda rozsądnie.


Klient zgłasza się do polskiego adwokata. Polski adwokat mówi, że współpracuje z kancelarią w Turcji. Klient czuje się bezpiecznie, bo rozmawia po polsku, z polskim prawnikiem, w znanym systemie komunikacji.


Problem polega na tym, że w praktyce powstaje model pośredni.


Klient przekazuje informacje polskiemu prawnikowi. Polski prawnik przekazuje je kancelarii tureckiej. Kancelaria turecka odpowiada polskiemu prawnikowi. Polski prawnik przekazuje odpowiedź klientowi. Jeżeli pojawiają się pytania dodatkowe, cały obieg zaczyna się od początku.


W sprawach, w których czas ma znaczenie, taki model może powodować poważne opóźnienia.

Ale opóźnienie to tylko jeden problem.


Drugim problemem jest ryzyko błędnego przełożenia strategii. Polski adwokat, który nie jest tureckim adwokatem, nie występuje na co dzień przed tureckimi sądami, nie zna praktyki tureckich organów i nie pracuje bezpośrednio w tureckiej procedurze, może nie być w stanie właściwie ocenić znaczenia określonych informacji.


Może też próbować tłumaczyć tureckie instytucje przez analogię do prawa polskiego. A to bywa niebezpieczne.


Nie wszystko, co brzmi podobnie, działa tak samo. Nie każde tureckie postępowanie ma polski odpowiednik. Nie każdy termin, dokument, środek zabezpieczający czy etap sprawy można prosto przełożyć na polskie realia.


W efekcie klient może otrzymać informację uproszczoną, opóźnioną albo niepełną. Może też zostać przyjęta strategia, która wygląda logicznie w Polsce, ale nie jest optymalna w Turcji.


W sprawach gospodarczych to może kosztować bardzo dużo.


Dlatego nie chodzi o to, że polski prawnik nie może pomóc. Może. Ale jeżeli sprawa dotyczy Turcji, to kluczowa decyzja strategiczna powinna być podejmowana przez osoby, które znają turecki system od środka i są w stanie bezpośrednio wyjaśnić klientowi, co realnie można zrobić.


Bez pośredników. Bez skrótów myślowych. Bez tłumaczenia tureckiej procedury przez polskie przyzwyczajenia.


4. Zbyt późne sprawdzenie tureckiego kontrahenta i jego majątku

Czwarty błąd to działanie dopiero wtedy, kiedy problem jest już bardzo zaawansowany.


Przedsiębiorca przez wiele tygodni albo miesięcy próbuje polubownie odzyskać pieniądze.


Wysyła wiadomości. Czeka na odpowiedzi. Otrzymuje obietnice. Potem kolejne obietnice.


Potem informację, że „płatność wyjdzie w przyszłym tygodniu”. Potem kontakt się urywa.

Dopiero wtedy zaczyna się sprawdzanie kontrahenta.


To za późno.


W sprawach tureckich bardzo ważne jest szybkie ustalenie, z kim faktycznie mamy do czynienia. Czy firma rzeczywiście istnieje. Kto jest jej wspólnikiem. Kto jest uprawniony do reprezentacji. Czy firma ma aktywny status. Czy zmieniała adres. Czy ma powiązania z innymi podmiotami. Czy są dostępne informacje o majątku. Czy dłużnik nadal prowadzi działalność. Czy istnieje ryzyko wyprowadzenia majątku.


Bez tej wiedzy trudno dobrać właściwą strategię.


Inaczej prowadzi się sprawę przeciwko działającej firmie z majątkiem, inaczej przeciwko podmiotowi, który jest pustą spółką, a jeszcze inaczej przeciwko osobie fizycznej, która działała pod pozorem działalności gospodarczej.


W wielu sprawach kluczowe jest nie tylko to, czy roszczenie istnieje. Kluczowe jest to, czy będzie z czego je wyegzekwować.


Sama racja prawna nie wystarczy. Można mieć bardzo dobrą sprawę, bardzo dobre dokumenty i bardzo mocne argumenty, a mimo to nie odzyskać pieniędzy, jeżeli działania zostaną podjęte zbyt późno.


Dlatego analiza kontrahenta i majątku powinna być jednym z pierwszych kroków, a nie ostatnią deską ratunku po kilku miesiącach bezskutecznej korespondencji.


5. Kopiowanie polskich schematów działania na turecki system prawny

Piąty błąd to założenie, że skoro coś działa w Polsce, to podobnie zadziała w Turcji.


To bardzo ryzykowne myślenie.


Turecki system prawny ma własną procedurę, własne instytucje, własne wymogi formalne, własne praktyki sądowe i własną dynamikę postępowań. Dotyczy to zarówno spraw cywilnych i gospodarczych, jak i postępowań egzekucyjnych, zabezpieczeń, mediacji, spraw karnych gospodarczych czy sporów związanych z nieruchomościami.


Nie można automatycznie zakładać, że polskie wezwanie do zapłaty, polski sposób opisu roszczenia, polski model dowodzenia, polskie rozumienie terminów albo polska logika negocjacji będą działały tak samo w Turcji.


Czasami największym problemem nie jest brak dokumentów, ale ich niewłaściwe użycie.


Czasami klient ma dowody, ale nie są one przygotowane w sposób przydatny dla tureckiego postępowania. Czasami korespondencja została źle poprowadzona. Czasami zbyt wcześnie ujawniono argumenty. Czasami nie zabezpieczono właściwych dokumentów. Czasami nie sprawdzono, czy osoba podpisująca umowę rzeczywiście była uprawniona do reprezentacji.


To są błędy, które później trudno naprawić.


W sprawach międzynarodowych nie wystarczy mieć rację. Trzeba jeszcze umieć tę rację przeprowadzić przez właściwą procedurę.


A procedura w Turcji nie jest polską procedurą przetłumaczoną na język turecki.


Najważniejszy wniosek

Największym błędem polskich przedsiębiorców nie jest to, że szukają pomocy prawnej w Polsce. To naturalne, bo Polska jest ich pierwszym punktem odniesienia.


Największy błąd polega na tym, że zbyt długo prowadzą sprawę tak, jakby problem turecki dało się rozwiązać polskimi narzędziami.


Jeżeli kontrahent jest w Turcji, majątek jest w Turcji, dokumenty są tureckie, a finalna windykacja albo postępowanie będzie wymagało działań w Turcji, to strategia musi być od początku ustawiona pod turecki system prawny.


W przeciwnym razie klient może stracić najważniejszą rzecz w sporze gospodarczym: czas.


A czas w takich sprawach często decyduje o tym, czy pieniądze da się jeszcze odzyskać, czy pozostanie tylko bardzo dobrze napisana korespondencja, która nie doprowadziła do żadnego realnego skutku.


Problem prawny w Turcji trzeba prowadzić tam, gdzie powstał jego skutek: w tureckiej procedurze, z uwzględnieniem tureckiego prawa, tureckiej praktyki i realnych możliwości działania wobec tureckiego dłużnika.


Komentarze


+90 541-675-74-57

Siedziba: Tuzla Free Zone, Aydınlı Sb Mah. Yelmen Cad. Serga Deri Binası No:14 / 204 Tuzla / İstanbul

Oddział: Başkent Emlak Konutları İlkbahar Mah. Doğukent Bulvarı D2 Blok No:37 Yıldız Çankaya Ankara

©2021 by JK Law & Consulting

Polityka Prywatności

  • Twitter
  • LinkedIn
bottom of page